Zatem Ile kosztuje dom z bali? Oczywiście trudno podać dokładny koszt, ponieważ obejmuje on wiele zmiennych, jak choćby wielkość konstrukcji, użyta technologia, jakość materiałów itp. Za niewielką budowę można jednak zapłacić już w stanie surowym około 70000 tys. zł. Średnia cena za metr waha się w przedziale 3000-4000 tys Poprzednią część historii znajdziecie we wpisie „Jak zbierać pieniądze”. Gdy skończyłam, Ire wyglądała tak, jakby miała za chwilę zemdleć.– Czy to jest pewne, Asia?– No nie. Właśnie na tym polega znok. Musimy spełnić postawione warunki. I Ty, i ja. Na początku chcę, byś zrobiła listę produktów, które chcesz sprzedawać w sklepie. Do każdego dopisz, za ile go możesz kupić oraz za ile chcesz go sprzedać, okej?– Okej! Zaraz wszystko będziesz miała gotowe!Ale gotowe nie było ani na zaraz, ani na wieczór. Okazało się, że Ire nie znała wiekszości cen zakupu, choć akurat z cenami zbytu nie miała problemu. Ja w zasadzie też nie miałam, byłam tu już na tyle długo, że doskonale orientowałam się, co ile kosztuje.– Dobra Irene, sprawdź, za ile możesz te rzeczy kupić, a wieczorem usiądziemy i policzymy wieczór, a potem biznesplan wciąż był dziurawy jak szwajcarski ser.– Ire – tłumaczyłam – Dobrze, że masz cenę za opakowanie zbiorcze, ale przecież musisz wiedzieć, ile jest w nim sztuk! Jak policzysz, ile zarobisz, skoro nie wiesz, ile paczek jest w środku?– No zarobię! – powtarzała Ire – wiem, że zarobię!– Ire, ale musimy policzyć ILE zarobisz! Czy to się w ogóle opłaca!– No ja WIEM, że się opłaca! Jakby się nie opłacało, to by nikt takiego biznesu nie prowadził.– Ire, tu już są dwa sklepy takie jak Twój! A ludzi nie przybywa! Skąd wiesz, że przyjdą do Twojego?– Przyjdą! No mówię Ci, że przyjdą!– No ale dlaczego?– Bo jeden sklep jest często zamknięty. A ten koło boiska prowadzi pijaczka.– No ale tam jest ktoś, kto sprzedaje. Kupuję tam kawę.– Ale widzisz, kto Cię obsługuje! Za każdym razem inna osoba. A często sklep otwarty jest na oścież, a wśrodku nikogo nie ma. To sklep naszej kuzynki. Rok temu umarł jej mąż, a we wrześniu zmarła córka. Od tego czasu nie Ileż tragedii nosili w sobie ci ludzie. Ileż dramatów chowało się za każdymi drzwiami.– No dobrze Ire.. Zakładamy, że przyjdą ludzie.. Ile jest tu rodzin w okolicy? Ile jest rodzin po naszej stronie?– No ze trzydzieści.– A po drugiej stronie drogi?Ire myśli i myśli.– Nie wiem, nigdy się nie zastanowiałam. Skąd mogę wiedzieć, ile tam mieszka rodzin!.. – rzuca w końcu ze złością.– Ire – staram się nie tracić cierpliwości. – dobrze, policz w takim razie domy. Dodamy do tego jedną trzecią i będzie ilość rodzin. Potem wystarczy podzielić je przez ilość sklepów i mamy liczbę potencjalnych Irene wybucha płaczem.– MAM DOŚĆ!!! Rzygam już tymi obliczeniami, rozumiesz??? – woła – Jak siostra zakładała sklep, to nikt jej nie pytał o takie pierdoły!!! Ile rodzin przyjdzie kupować??? Nie wiem, skąd mam wiedzieć??? Ile sztuk jest w opakowaniu zbiorczym??? No ile jest – to jest, kupię, sprzedam, będą pieniądze!!! Jakie to ma znaczenie???Jestem tak wściekła, że aż mną trzęsie. Siedzę tu jak ten łoś, zamiast jechać dalej, poświęcam swój czas, a ona strzela fochy, bo proszę, by odpowiedziała na kilka podstawowych pytań?! No to co będzie dalej?! To mój sklep ma być, czy jej?– Do cholery!!! – krzyczę w myślach – Tyle że Twoja siostra miała własną kasę, a Ty nie!!! Wdech – wydech..Wdech – wydech..Wdech – wydech..Ire chlipiąc zapala się uspokaja. Mi też udaje się opanować emocje.– Rozumiem Twoją frustrację Ire. To naturalne. – mówię – Powiedź, co proponujesz w tej sytuacji zrobić? Jakie widzisz rozwiązanie?– I dont know – wreszcie mówi – I think there are 40 homes down there. (Nie wiem. Myślę, że jest tam 40 domów)Idę na drogę, relacjonuję Iwestorowi przebieg wydarzeń. Mężczyzna łapie się za głowę. – No nie – mówi – musze wiedzieć, czy są szanse jakiegokolwiek powodzenia tej inwestycji. Bo wiesz, jeśli cyfry pokażą, że to nie wypali, to szkoda moich i Twoich nerwów. Po prostu można zostawić jej parę groszy bieżącego wsparcia i tyle. A jak już robić sklep, to trzeba to zrobić porządnie, tak jak dokładnie tak więc i na oparach energii zliczam stopniowo wszystko to, co już się do policzenia nadaje. Sumuję rzędy cyfr, mnożę jedne przez drugie i pomału czuję, że tracę serce do tej pomocy. Ale z drugiej strony – być może faktycznie to wszystko jest dla niej niezrozumiałe. Co z tego, że objaśniam, dlaczego musimy zrobić te obliczenia, dlaczego Inwestor ma takie wymagania, jak tu po prostu nikt tak nie działa. Odnosze wrażenie, że ludzie w tropikach nie planują i nie myślą perspektywicznie. Nie muszą zresztą tego robić. Klimat tu ciepły, więc nawet nie mając domu człowiek nie zginie. Prześpi się pod palmą, najwyżej go komary pogryzą. Natura rodzi non stop, więc zawsze coś do jedzenia się znajdzie. Tam dostanie się trochę ryżu, tu można sobie narwać bananów i gotowe. Innymi słowy zawsze jakoś to będzie, tropikalna bieda – jakkolwiek dotkliwa, ma łaskawsze oblicze niż ta z krajów o czterech porach przyroda ćwiczyła ostro od stuleci. Jak nie posiejesz – to nie zbierzesz. Jak nie zbierzesz – to nie zmagazynujesz. Jak nie zmagazynujesz – to nie zjesz i umrzesz z głodu Ty i Twoja rodzina, bo zima sroga i ciężka, a nawet jak nie taka ciężka – to ciągle zima. Nic nie rośnie. Świat zamarza. A jak nie znajdziesz schronienia i ognia – to i Ty zamarzniesz. Tak czy tak umrzesz i kwita. Cześć choć teraz sytuacja jest inna, to przekaz pokoleń o myśleniu i planowaniu przyszłości jest w nas, w naszych genach, w każdej komórce naszego ciała. Stąd też biznesplany, stąd kalkulator, stąd przewidywanie. Stąd i nasza nieustanna troska, branie pod uwagę różnych scenariuszy, niepokój o szeroko rozumiane jutro – czyli coś, czego w tropikach nie żyje się z dnia na to złe? jest po prostu biznes plan, przy okazji dowiadując się, ile kosztuje życie na dnia, prosto z samego ranka Ire ruszyła do hipermarketu. Gdy wróciła, aż trzęsła się ze złości.– Nie chcieli mi powiedzieć, rozumiesz?! Pytam grzecznie, a laska na sklepie mówi, że nie wie! No to ja na to, że chcę rozmawiac z magazynierem! A oni, że magazynier pracuje i nie może opuścić magazynu! No to ja, że wejdę do tego magazynu! A oni, że nie wejdę, bo to zabronione! No cholery można dostać!!!Słucham zdumiona. Nigdy nie przypuszczałam, że tak trudno będzie zdobyć tak podstawowe informacje.– Ire, co w takim razie proponujesz?– Idę do kuzynki. Ona pracowała kiedys w super, może będzie wieczorem lista jest kompletna. Siadamy znówu w ciemnym podwórku. Okna domu świecą przytulnym światłem. Przeglądam pozycję po pozycji.– Dobra Ire, teraz pomyśl, ile pieniędzy zostawiasz miesięcznie w takim znów myśli.– Nie wiem – pada odpowiedź– Ok, kto może wiedzieć?– Sheryl! Ona ma otworzoną kreskę u kuzynki. Sheryl! Sheeeeeeryyyyyyyl! – drze się Irene.– Cooooo??? – dobiega nas z domku obok– Chooooodź tuuuuuuuu!Krótka rozmowa z Sheryl i już mamy kolejne dane. W ciągu miesiąca, w sari-sari Sheryl zostawia 4 tysiące kolejna część – co i w jakich ilościach taka przeciętna rodzina kupuje.– Aśka, skad ja mam wiedziec, co ludzie kupują??? – denerwuje sie Ire– Okej – mówię – W takim razie co Ty kupujesz?– No nie wiem, co w miesiącu kupuję! Nie mam pojęcia!– Dobra – lejkuję – co kupujesz w ciągu tygodnia. Lecimy: sardynki małe? Kupujesz?– Kupuję.– Ile?– Cztery opakowania.– Ryż?– Z sześć kilo.– Zupki chińskie?– się przy alkoholu i papierosach.– My pijemy mało, czasami, ale ludzie piją dużo więcej..– To znaczy ile piją?– No potrafią i z 70 redhorsów w tygodniu wyżłopać..Mrugam niedowierzająco oczami. Czy naprawdę chce mi powiedzieć, że przeciętna, filipińska rodzina grzmoci 10 litrów piwa dziennie?– Mówię Ci Asia, Ty sobie nie zdajesz sprawy, jak tu ludzie piją. Codziennie, do upadu. No bo co mają robić? Wpadnie szwagier, sąsiad, to piją. Oglądają TV i piją. Nudzą się – to piją. Taka kultura u nas, taka tradycja..– No ale Wy nie pijecie..– Tak, my pijemy mało. Napisz 40 butelek tygodniowo. Myślę, że to będzie głową z niedowierzaniem, ale zapisuję, co mi każe. W końcu to ona tu mieszka. – Fajki? – pytam– Uuuu, idą. Najlepiej sprzedawać na sztuki, ale ogarnijmy pudełka. Sheryyyyyyyyyyyyl?.. Ile fajek spalasz przez tydzieeeeeeeeeń? – krzyczy znowu Irene– Dzieeesięć paaaczeeek! – odkrzykuje Sheryl.– Ostro – myśle – to ponad jedna dziennie. A tu wszyscy palą, od nastolatków po starców, kobiety i mężczyźni..– Pisz 20 paczek na dom. – decyduje Irene – Przecież w domu mieszkają rodzice, dziadkowie, dzieci i podrostki. Powinno być dobra. Ire każe, więc piszę najpierw na kartce, a potem to wszystko wklepuję do excela. Po pół godzinie tabelka jest gotowa. Ślę ją więc natychmiast do Inwestora, a potem biorę Gajkę za łapkę i idziemy na targ. Sklep sklepem, ale jeść przecież wracamy, z niecierpliwością sięgam po mam cały stos, głównie od Inwestora. Ciąg dalszy nastąpi – mam nadzieję – już jutro, a tymczasem zapraszam Was wszystkich na nasz FEJSBUK, YOUTUBE oraz INSTAGRAM, gdzie zdjęcia i filmy publikuję na bieżąco…

Pomysł Na Dom. Stan gospodarki. Wybory parlamentarne 2023. Obietnice wyborcze 2023. Wydarzenia. Impact. Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 24.11.2023.

Malwina Wrotniak2011-10-11 06:00redaktor naczelna 06:00fot. K. Kaczmarek, A. Błażejewska / / Ania i Krzysiek spakowali to, co mieli i przenieśli się na Filipiny. Zamiast plaż i oceanu na horyzoncie, w Manili przywitał ich smog, tłok i gwar. Nam opowiadają o pierwszych miesiącach w nowym miejscu. Malwina Wrotniak, Moi Drodzy, który to już miesiąc Filipiny są Waszym domem? Anna Błażejewska: W ubiegłym tygodniu minęły dokładnie trzy miesiące od naszego wyjazdu z Polski. To niedługo w porównaniu do tych, którzy mieszkają tutaj od lat i nieco lepiej poznali już specyfikę tego miejsca, ale wystarczająco dużo czasu, aby móc podzielić się pierwszymi wrażeniami. Kredyty hipoteczne drożeją? Porównaj raty w różnych bankach. Traktujecie przenosiny do Azji jako poryw serca czy raczej wynik skrupulatnej kalkulacji? Przypomnijcie, proszę, z jakiego powodu tam trafiliście. Krzysztof Kaczmarek: Kilka lat temu po raz pierwszy trafiliśmy na ten kontynent i od tamtego czasu staraliśmy się wracać tam tak często, jak było to możliwe. Zauroczyło nas przede wszystkim bogactwo kulturowe oraz ludzie, których spotykaliśmy na naszej drodze. Mieliśmy także okazję spotkać Polaków mieszkających i pracujących w tym regionie, którzy z powodzeniem realizowali swoje zawodowe ambicje jednocześnie ciesząc się bliskością azjatyckiej kultury. Ania Błażejewska i Krzysiek Kaczmarek / Wizja taka wydawała nam się bardzo atrakcyjna, ale nie działaliśmy szczególnie aktywnie na rzecz jej realizacji. W wyniku zbiegu różnych okoliczności natrafiła się okazja, abym mógł pracować w jednym z azjatyckich krajów i zdecydowaliśmy się na tę zmianę. Decyzja nie była łatwa: z jednej strony wiedzieliśmy, że będziemy musieli z wielu rzeczy zrezygnować i pójść na pewne kompromisy, z drugiej strony wizja zmiany otoczenia i nowych możliwości była niezmiernie kusząca. Ostatecznie pomogło nam stwierdzenie jednego z naszych przyjaciół, który jakiś czas temu przeprowadził się z Wielkiej Brytanii do Polski. Przypomniał nam, że w życiu lepiej jest żałować błędów, niż niewykorzystanych okazji, a taką okazję mieliśmy właśnie przed sobą. Długo marzyliśmy o takiej przeprowadzce do Azji. W tym sensie nasze tu przenosiny mogą być uznane za poryw serca, choć ani przez chwilę nie myśleliśmy wówczas konkretnie o Filipinach. Z drugiej strony jednak, była to swego rodzaju chłodna analiza wad i zalet tego rozwiązania. Jako niewątpliwy plus widziałam wówczas prawie niczym nieograniczone możliwości wyjazdów zdjęciowych bez konieczności odbywania wielogodzinnych lotów. Najwygodniejsze w takiej sytuacji byłoby spakowanie kilku walizek i rozpoczęcie na miejscu wszystkiego od nowa. Tymczasem na przeprowadzkę czekały w Polsce meble, sprzęty, zwierzęta. Przeniesienie dotychczasowego życia do innego kraju to wyzwanie, przeniesienie się na Filipiny - brzmi brawurowo. Decydując się na przeprowadzkę, analizowaliśmy różne możliwości i scenariusze. Projekt, do którego dołączyłem jest raczej rodzajem startupu, stąd nie mogliśmy liczyć na pakiet udogodnień przyznawany ekspatom przez korporacje. Oznaczało to że musieliśmy sami poszukać sobie w Manili mieszkania, za które płacimy z własnej kieszeni. To bezpośrednio wpłynęło na naszą decyzję o zabraniu ze sobą wszystkiego: mebli, sprzętów, książek. Nie mogliśmy pozwolić sobie na wyjazd tylko z kilkoma walizkami i wynajęcie sensownie umeblowanego mieszkania. "Z naszych okien rozciąga się widok na tereny przemysłowe i wciśnięte pomiędzy nie kilkudziesięciopiętrowe drapacze chmur (...) Z pewnością nie jest to widok zgodny z tradycyjnym wyobrażeniem tego wyspiarskiego państwa" / fot. A. Błażejewska Ani przez chwilę nie mieliśmy wątpliwości, czy zabrać na Filipiny naszego psa i dwóch kotów – musiały jechać z nami, w końcu to członkowie rodziny. W przeprowadzce pomagała nam profesjonalna firma, która specjalizuje się w tego typu relokacjach i całość przedsięwzięcia oceniamy bardzo pozytywnie, choć oczywiście nie obyło się bez małych zgrzytów - cała operacja trwała prawie trzy miesiące, podczas których spaliśmy na podłodze w pustych mieszkaniach, najpierw w naszym poznańskim, a potem tym w Manili. Pierwsze poważne zaskoczenie już po wylądowaniu? Sam moment lądowania nie był aż tak straszny, byliśmy wręcz pozytywnie zaskoczeni, jak gładko i szybko poszły formalności związane chociażby z importem zwierzaków. "Wielką nadzieją pozostaje turystyka, choć z perspektywy mieszkańców Europy ten kraj jest ciągle stosunkowo nieznany i nie zmieni się to, dopóki linie lotnicze nie uruchomią bardziej przyjaznych połączeń" / fot. A. Błażejewska Największy szok przeżyliśmy po wejściu do naszego wynajętego mieszkania. Jak już wspomniałem, nie mogliśmy w tej kwestii liczyć na niczyją pomoc, więc dość szybko przekonaliśmy się, jak niewłaściwą lokalizację wybraliśmy oraz jak zły jest stan samego mieszkania. Pamiętacie film „Skarbonka” z Tomem Hanksem? Podobne sytuacje przeżywamy do dzisiaj... Na pierwszy rzut oka Manila nie różniła się od innych azjatyckich metropolii - była zatłoczona, spowita smogiem, gwarna. Jedyną różnicę stanowił brak kolorów tak widoczny w innych wielkich miastach tego kontynentu. Większość po Filipinach spodziewałaby się raczej pięknych plaż i biednych, ale szczęśliwych rybaków. Opowiedzcie zatem o swojej okolicy, wyjaśniając czy mocno odbiega charakterem od pozostałej części kraju. Nie znamy jeszcze Filipin, ale już na podstawie kilku wyjazdów poza Metro Manila, czyli kilkunastu miast składających się na aglomerację, zauważamy różnicę w wyglądzie i zachowaniu ludzi żyjących poza stolicą. Z naszych okien rozciąga się widok na tereny przemysłowe i wciśnięte pomiędzy nie kilkudziesięciopiętrowe drapacze chmur wybudowane z przeznaczeniem na biura i mieszkania. Z pewnością nie jest to widok zgodny z tradycyjnym wyobrażeniem tego wyspiarskiego państwa. trakcie naszych podróży po Azji staraliśmy się spędzać jak najmniej czasu w wielomilionowych stolicach, ale dziś już wiemy, że zdecydowana większość z nich była ciekawsza, niż Manila. Brak tutaj jakiejkolwiek atmosfery mistycznej Azji i jej dziedzictwa kulturowego, jedynym wspólnym mianownikiem jest osobliwe podejście do porządku i organizacji życia publicznego. Niełatwo jest generalizować postawy mieszkańców Manili, ale z pewnością nie są to ci sami ludzie, których spotykają turyści podczas wakacyjnych wyjazdów, o czym sami mieliśmy okazję przekonać się już kilkukrotnie. Na każdym kroku widać kult pieniądza i pogardliwy stosunek do osób gorzej sytuowanych, a ulubioną rozrywką jest spędzanie czasu w ogromnych centrach handlowych, na zakupach lub podczas posiłku w jednej z niezliczonych restauracji. Jak sądzicie – w którym kierunku to zmierza? Z czego za 5-10 lat mają szansę słynąć Filipiny? Trudno jednoznacznie stwierdzić, w którym kierunku pójdzie rozwój kraju. W tej chwili główne źródła przychodów Filipin to outsourcing usług Call Center (ok. 10% PKB) oraz pieniądze przesyłane przez tzw. OFW (Overseas Filipino Workers), czyli Filipińczyków pracujących w USA, Europie, Singapurze, czy na Bliskim Wschodzie (13,5% PKB). Oczywiście branża internetowa ma tutaj olbrzymią szansę na sukces, jednakże konieczne są spore inwestycje w infrastrukturę, zwłaszcza poza Metro Manila. "Na każdym kroku widać kult pieniądza i pogardliwy stosunek do osób gorzej sytuowanych, a ulubioną rozrywką jest spędzanie czasu w ogromnych centrach handlowych" / fot. A. Błażejewska Wielką nadzieją pozostaje także turystyka, choć z perspektywy mieszkańców Europy ten kraj jest ciągle stosunkowo nieznany i nie zmieni się to, dopóki linie lotnicze nie uruchomią bardziej przyjaznych połączeń. Aktualnie dostępne jest tylko jedno bezpośrednie połączenie Europy z Filipinami, co dla przeciętnego europejskiego turysty oznacza minimum jedną, a nawet dwie przesiadki. Podróż droga, a co z kosztami życia- wyższe, niż w Polsce? Są rzeczy, które na Filipinach, podobnie jak w innych krajach Azji, są tańsze niż w Polsce, ale zaskakująco wiele innych rzeczy jest zdecydowanie droższych. Warto jednak pamiętać, że nasze obserwacje dotyczą tylko stolicy i z informacji przekazywanych nam przez innych obcokrajowców zamieszkujących ten kraj wynika, że życie na prowincji nadal jest tanie. Na co wydaje się najwięcej, a na co mniej, niż na przykład nad Wisłą? Naszym największym zaskoczeniem była cena energii elektrycznej, gdyż nasz rachunek za prąd jest tutaj czterokrotnie wyższy, niż w Polsce. Podobnie rzecz się ma z codziennymi zakupami w supermarkecie czy cenami niektórych usług. Panie mogą być bardzo niemiło zaskoczone ceną wizyty u fryzjera, która może kosztować je nawet kilka razy więcej, niż w Polsce, natomiast miłą niespodzianką będą z pewnością koszty usług kosmetycznych czy popularnych na Filipinach masaży. : Tańsze są np. posiłki w restauracjach, paliwo, lokalne owoce i ryż we wszelkich odmianach. Warto pamiętać, że wiele rzeczy jest po prostu niedostępnych, dotyczy to zwłaszcza wielu produktów nabiałowych i oczywiście pełnoziarnistego pieczywa. W porównaniu do innych krajów Azji, filipińskie sklepy oferują spory wybór win w dość przystępnych cenach. Niemniej z perspektywy naszego domowego budżetu koszt życia w Metro Manila jest zdecydowanie wyższy, niż się tego spodziewaliśmy. Za to miłą niespodzianką jest wynagrodzenie spływające na konto pracownika 2 razy w miesiącu. Podpatrzyliście też inne, nietypowe obyczaje filipińskiego rynku pracy? Filipiny są bardzo zamerykanizowane i to dotyczy wielu aspektów życia. Faktycznie pracownicy zazwyczaj otrzymują wynagrodzenie dwa razy w miesiącu, co ma zresztą swoje odzwierciedlenie w ilości osób odwiedzających centra handlowe. Co jednak bardziej istotne, wypłata przekazywana jest w postaci czeku, który co najwyżej może być zdeponowany na rachunku bankowym pracownika. Jeszcze przed przeprowadzką na Filipiny musiałem otworzyć rachunek w lokalnym banku i wnioskować o książeczkę czekową, gdyż bez tego nie wynajęlibyśmy mieszkania (płatność polega na wystawieniu czeków z przyszłą datą). Nie jest to też nic wyjątkowego w tym regionie świata, niemniej było to dla nas coś nowego, gdyż ostatnią książeczkę czekową w Polsce miałem chyba w 1997 albo w 1998 roku. "Pomoce domowe i kierowców zatrudniają prawie wszystkie rodziny posiadające stałe źródło dochodów" / fot. A. Błażejewska Jeśli chodzi o popularne i oczywiste profesje, które nie są zbyt często spotykane w Polsce, to należy wymienić pomoce domowe i kierowców, których zatrudniają prawie wszystkie rodziny posiadające stałe źródło dochodów. Niemal wszystkie domy i mieszkania przystosowane są do tego, aby wraz z rodziną (zazwyczaj bardzo liczną) w domu mieszkała pomoc domowa, która zajmuje się sprzątaniem, gotowaniem i wychowywaniem dzieci. Ilość zatrudnionych pomocy domowych jest swoistym wyznacznikiem statusu społecznego, co doprowadza do sytuacji, że w mieszkaniu o powierzchni 65m2 oprócz rodziny mieszkają i pracują 2 pomoce domowe, których przestrzeń życiowa ograniczona jest do 5m2. Podobnie jest z kierowcami, gdyż filipińska gigantomania przejawia się nie tylko w wielkości i wysokości budynków, czy szerokości autostrad, ale także w rozmiarach samochodów. Najpopularniejsze są tutaj wszelkiego rodzaju vany, minibusy, samochody terenowe czy SUVy. Częściowo tłumaczy to liczebność rodzin, jednak nie zawsze. Do prowadzenia tak wielkiego samochodu zatrudniany jest kierowca, który musi zmagać się z trudami poruszania się po drogach, gdzie przepisy ruchu drogowego są tylko prawem zwyczajowym i służą co najwyżej jako pretekst do poprawy statusu materialnego lokalnej policji. Na parkingach w centrach handlowych i w biurowcach znajdują się specjalne poczekalnie dla kierowców, którzy powinni w każdej chwili być gotowi do podstawienia samochodu we wskazane miejsce. Trudno odmówić Filipińczykom zamiłowania do bycia zatrudnionym, gdyż każdy chce mieć pracę i jest strasznie dumny z faktu bycia częścią jakieś firmy czy korporacji. Jedną z rzeczy celebrowanych przez mieszkańców tego kraju są wszelkiego typu korporacyjne zachowania, mające w swoim oryginalnym założeniu budować więź między pracownikiem i firmą oraz relacje między współpracownikami. Typowe godziny pracy biurowej to 9-18, przy czym w połowie dnia jest godzinna przerwa na lunch. Nie zmienia to faktu, że większość pracowników przebywa w biurach także poza przyjętymi godzinami pracy i to niekoniecznie z powodu nadmiaru obowiązków. Inną kwestią jest efektywność pracy, jednakże Filipińczycy ponownie nie są tutaj wyjątkiem w regionie. Czy Wasi współpracownicy, sąsiedzi, nowi znajomi to głównie imigranci, czy jednak okoliczni? Kiedy szukaliśmy mieszkania, byliśmy zdani sami na siebie i nie znaliśmy topografii miasta, w efekcie czego nie mieszkamy tam, gdzie większość ekspatów i nasze codzienne kontakty ograniczają się przede wszystkim do Filipińczyków. Sporadycznie widujemy w naszej okolicy imigrantów, najczęściej są to panowie, którzy raczej zakończyli już swoją aktywność zawodową i przebywają tutaj ze względu na filipińską partnerkę. Chyba nie mielibyśmy wspólnych tematów do rozmowy. Mamy nadzieję, że niebawem uda nam się spotkać z grupą Polaków mieszkających w Manili. Póki co mamy tylko kontakt e-mailowy. Drodzy - ile razy byliście tam jeszcze przed oficjalną przeprowadzką? Ja byłem tam tylko dwukrotnie, Ania nie była ani razu. Jak dużo kosztuje lot z Polski na Filipiny? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Aby dostać się do Manili, można lecieć bezpośrednio z Amsterdamu do Manili lub przesiadać się w którymś z azjatyckich hubów lotniczych: Singapurze, Hongkongu lub Bangkoku, co zwykle będzie kosztowało mniej, ale znacznie wydłuży czas podróży. Inną opcją jest też przesiadka na Bliskim Wschodzie. Wszystko to powoduje, że standardowe ceny biletów w klasie ekonomicznej wahają się w przedziale od 3000 do 5000 zł. Na szczęście, od czasu do czasu linie lotnicze oferują atrakcyjne promocje cenowe. To cena biletu do lepszego świata? To cena biletu do innego świata, ale w tym przedziale cenowym można z pewnością znaleźć lepsze oferty. Dziękuję za rozmowę. Ania Błażejewska ukończyła politologię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od kilku lat fotografuje i opisuje najdalsze zakątki świata. Jej relacje można znaleźć w czasopismach i portalach poświęconych fotografii i podróżom, a także na jej blogu Krzysztof Kaczmarek przez ostatnie 7 lat związany był zawodowo z Grupą Allegro. Aktualnie jest odpowiedzialny za rozwój serwisu na Filipinach i w Indonezji. Oboje od lipca 2011 mieszkają w Manili, a swoje przeżycia o obserwacje opisują na stronie
Pomysł Na Dom. Stan gospodarki. Wybory parlamentarne 2023. Obietnice wyborcze 2023. Wydarzenia. Impact. Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 23.11.2023.
Nieruchomość na sprzedaż w Pakistanie Pakistan, oficjalnie Islamska Republika Pakistanu, jest państwem Azji Południowej. Jest to piąty najbardziej zaludniony stan na świecie, z populacją ponad 209 milionów ludzi. Pakistan graniczy na wschodzie z Indiami, na zachodzie z Afganistanem, zaś z Iranem i Chinami odpowiednio na południowym zachodzie i skrajnym północnym wschodzie. Na północy jest oddzielony od Tadżykistanu korytarzem Vacan w Afganistanie, a także ma granicę morską z Omanem. Stolicą jest Islamabad. W 2017 r. Inwestycje zaczęły się wysychać po wdrożeniu rządowego systemu podatkowego i była to duża zmiana dla pakistańskiego sektora nieruchomości, który kwitł na początku 2016 r. Z powodu tej zmiany wszyscy inwestorzy zaczęli sceptycznie kupować nieruchomości na sprzedaż w Pakistanie a teraz, w 2018 r., są zainteresowani prowadzeniem rynku nieruchomości. Od 2017 do 2018 r. Najlepiej sprzedającymi się nieruchomościami w Pakistanie są nieruchomości luksusowe, których ceny przekraczają 2 centra. Spadek cen w tej kategorii oszacowano na 20%. Wielu inwestorów o średnim dochodzie wykazuje zainteresowanie nadchodzącymi projektami ze względu na spadające ceny, w wyniku czego wzrosła sprzedaż mieszkań i nieruchomości na sprzedaż w Pakistanie. Według pośredników w handlu nieruchomościami ta pozytywna zmiana wynika z faktu, że zjawisko łatwych płatności sprawiło, że inwestycje były łatwe dla osoby najemnej. Chociaż w pakistańskim rynku nieruchomości w 2018 r. Nie oczekuje się ani nie przyjmuje się żadnych zmian, istnieje nadzieja, że ​​ceny zostaną utrzymane w krótkim okresie. Nie musisz więc spieszyć się, aby sprzedać swoje nieruchomości na sprzedaż po niskiej cenie, które stoją w obliczu spadku ceny. Radzimy poczekać około 5-6 miesięcy i zobaczyć, jak wieje wiatr. W Pakistanie rynek nieruchomości jako całość wykazuje ogólny wzrost od lutego 2018 r. I istnieje promyk nadziei, że ceny wzrosną w pobliżu wyborów. Nagły wzrost nieruchomości we wszystkich większych miastach: Karaczi, Islamabad, Lahore i Gujranwala odnotowały umiarkowany wzrost w ciągu ostatnich dwóch lat. Na rynku działa niezliczona ilość projektów, które są dobrze zarządzane we wszystkich czterech miastach.
Ile kosztuje gont drewniany? Co ciekawe, cena gontu drewnianego podawana jest zazwyczaj nie w przeliczeniu na metr kwadratowy, a na sztuki. Dokładniej mówiąc, firmy przeważnie ustalają cenę za 60 sztuk, ponieważ jest to ilość potrzebna do podwójnego pokrycia 1 m 2.
Ostatnio dostaję bardzo dużo zapytań w sprawie wynajęcia domu na Filipinach. Zapewne nie jestem pierwszym człowiekiem, który zmierzył się z tą kwestią, ale bardzo niewielu opisało ją na stronie. Wynajęcie lokum było spontaniczną decyzją kilku osób. Spotkaliśmy się całkowicie przypadkowo, lecz wspólne myśli oraz plany na przyszłość zaowocowały pomysłem wynajęcia domu – żeby nie włóczyć się po resortach, a mieć własny kąt, w którym można odpocząć. Nie należymy do typowych turystów. Każde z nas chce zostać tutaj nieco dłużej, żeby poczuć lokalny klimat i odpocząć od szybkiego życia na Starym Kontynencie. Od chwili, gdy podjęliśmy decyzję, każde z nas na własną rękę starało się swoimi kanałami dotrzeć do przedstawicieli lokalnej społeczności i pozyskać informacje na temat ciekawych ofert wynajmu. Robert nawet kilka razy brał skuter i samotnie zapuszczał się w głąb wyspy, aby pogadać z lokalsami i uzyskać jakieś dokładniejsze informacje. Okazało się po kilku dniach, że najciemniej – jak to zwykle bywa – jest pod latarnią. W odległości zaledwie 200 metrów od resortu, gdzie Robert mieszkał z Natalią, znajduje się wspaniały domek, który ostatecznie wynajęliśmy. Historia trochę śmieszna, bo właściciel restauracji, do której chodziliśmy (Kanadyjczyk), jest również właścicielem tych terenów i podczas jednej z rozmowy zaproponował nam wynajem nieruchomości. Podczas całego tygodnia poszukiwań widzieliśmy różne posiadłości, ale ta zdecydowanie najlepiej wypadała pod względem wizualnym jak i lokalizacyjnym. Szukaliśmy czegoś blisko cywilizacji, ale w bezpiecznej odległości od głównej drogi oraz z w miarę prostym dostępem do plaży. Trafiło się dokładnie to, co chcieliśmy. Koszt najmu Na Filipinach znajdziesz mieszkania w naprawdę różnych cenach, ale i standardach. Obecnie mieszkamy w 3 pokojach na dwóch piętrach w 4 osoby i za całe mieszkanie płacimy 13,000 peso, (czyli ok. 1,100 zł) do podziału. Widzieliśmy i mieszkania za połowę tej ceny, ale ich standard i lokalizacja nam nie odpowiadały. Czego potrzebujesz „na chacie” Dzięki temu, że mamy naprawdę dobrego właściciela mieszkania, który nie jest Filipińczykiem, nie martwimy się o kwestie formalne i inne „niebezpieczeństwa” związane z najmem. Zależało nam w sumie na tym, żeby osoba, która będzie nam coś wynajmowała, byłą bardziej „europejska”. Stiven, który wynajmuje nam mieszkanie, zaopatrzył je we wszystkie niezbędne przedmioty – zamontował butlę z gazem, a nawet dostarczył lodówkę i dystrybutor z wodą. Po naszej stronie zostało tylko kupienie urządzenia do gotowania ryżu oraz blendera. Media Mieszkanie, które wynajmujemy, ma – tak jak restauracja – prywatne podpięcie do wody górskiej, która nie jest opomiarowana. Dzięki temu Stiven nawadnia sobie potężny ogródek, a my mamy wodę za free. Jedyny rachunek, który musimy płacić, to ten za prąd, ale na ten moment jeszcze dokładnie nie wiemy, ile to będzie. Przewidujemy maksymalnie ok 2,000 peso do podziału na wszystkich. Internet Prowincja Filipin ma to do siebie, że nie wszędzie jest dostęp z kabla do Internetu – jedynie na Siqijor w mieście jest taka możliwość. W innych miejscach każdy radzi sobie na swój sposób albo podpisuje umowę i dostaje bezprzewodowe urządzenie LTE, ewentualnie kupuje kartę z lokalnym numerem i płaci ok. 1,000 peso miesięcznie za nielimitowany dostęp do Internetu. Ja obecnie mam wykupioną kartę i ze smartphona udostępniam Internet, mam dobry zasięg, więc wszystko działa na prędkości ok. 2 – 3 MB/s. Poniżej kilka zdjęć z naszego domu. Jeżeli ktoś z was ma jeszcze jakieś pytania, to proszę śmiało pisać w komentarzach – postaram się na wszystkie jak najdokładniej odpowiedzieć. [the_ad id="7937"] Rafał Baran Postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, dlatego od ponad 5 lat mieszkam i pracuję na Filipinach. Jeżeli interesuje ciebie taki styl życia to zapraszam do śledzenia bloga. Jeżeli masz pytania odnośnie współpracy albo interesują ciebie wakacje na Filipinach to pisz śmiało na info@ Pozdrawiam serdecznie Rafał Znaczący wpływ na cenę pobytu w tego typu placówkach ma wspomniany już zakres oferowanych usług. Im są one bardziej wyspecjalizowane i rozbudowane, tym koszt jest wyższy. Przykładowo, miesięczny pobyt w jednym z domów opieki zlokalizowanym na północy kraju kształtuje się na poziomie od 3,2 tys. zł do 3,8 zł. Rafał Baran Postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, dlatego od ponad 5 lat mieszkam i pracuję na Filipinach. Jeżeli interesuje ciebie taki styl życia to zapraszam do śledzenia bloga. Jeżeli masz pytania odnośnie współpracy albo interesują ciebie wakacje na Filipinach to pisz śmiało na info@ Pozdrawiam serdecznie Rafał Na Filipinach EKUZ nie jest honorowany. Wizyta u lekarza na Filipinach kosztuje około 20 dolarów. Za dobę pobytu w szpitalu filipińskim trzeba zapłacić około 40 dolarów. Polisę na wyjazd na Filipiny można mieć już od. 45 zł. ubezpieczenie na tygodniowy pobyt dla dwóch osób * przykładowa oferta. Po pierwszej części dotyczącej kosztów jedzenia na mieście, dziś ciąg dalszy informacji dotyczących rzeczywistych kosztów pobytu na Filipinach. Najtańsze zakwaterowanie to koszt 400-600 peso za domek/pokój na dobę. Czyli teoretycznie na dwie osoby wychodzi tanio, ale jak to mawiają Anglosasi you get what you pay for. Tego typu miejscówy mają, poza nielicznymi wyjątkami, o których trzeba wiedzieć zawczasu, bardzo ograniczony komfort. Są to często małe pokoje z prostą toaletą, bez ciepłej wody, bez dostępu do urządzeń kuchennych, lodówki itp., o klimatyzacji, telewizji jeżeli ktoś lubi, czy dostępie do wifi nie wspominając. Internet działa czasem w okolicach recepcji. W najtańszych opcjach najczęściej nie są to budynki i wnętrza jakie się chce potem oglądać na fotografiach. Do tego trzeba pamiętać, że na wakacjach człowiek lubi poczuć, że i jemu należy się odrobina luksusu i w konsekwencji nie do końca liczy się z budżetem. Więc jak już się wyrywa w te wymarzone tropiki to niczym niezwykłym nie jest oczekiwanie ładnej chatki w miejscowym stylu, czy pokoju z rozległym tarasem z widokiem na palmowe zagajniki, a jeszcze lepiej falujący w ciszy i spokoju ocean. A o to na tzw. budżecie niełatwo. Kliknij >>>TUTAJ<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami Koszt domku letniskowego na plaży to od 1500 peso w górę, nawet na prowincji nietrudno znaleźć i takie za 4000-5000 za dobę w naprawdę ładnych, zadbanych i przemyślanych ośrodkach w najróżniejszych fasonach: od stylizacji na budownictwo lokalne, poprzez inspiracje hawajskie, buddyjskie, karaibskie, na klinicznej nowoczesności kończąc. Dla każdego coś miłego, z pewnością, ale poza fantazją potrzebne są i pieniądze wnuczku. Przy dłuższych terminach cena oczywiście odpowiednio spada. Średniej wielkości dom z kuchnią, pokojem dziennym, sypialnią i podstawowymi meblami można wyrwać za ok 10-15 tysięcy peso miesięcznie, blisko plaży lub na klifach ok 20-30 tysięcy miesięcznie. Ceny najmu mogą oczywiście iść w setki tysięcy, w zależności od standardu, wyposażenia, lokalizacji itp., to jasne. Do tego dochodzą koszty energii elektrycznej (ok. 2000 peso bez klimatyzacji) i internetu (2000 peso na kablu, ok. 1000 peso za sygnał na modem USB). Dodatkowo czasem koszt wody, ale nie wiem ile, bo my mamy studnię. Wydatkiem, z którego trudno i szkoda rezygnować nawet w przypadku kilkutygodniowego pobytu jest wypożyczenie skutera lub motorka. Inaczej nie chcąc siedzieć w jednym miejscu, bo nie o to przecież chodzi, jest się na prowincji skazanym na nieregularny i funkcjonujący zwykle jedynie za dnia transport publiczny – ciasne dla Europejczyka, jeżdżące blaszane kioski zwane tricyklami. Te rzeczywiście są tanie, przejazd kosztuje od 10 do 50 peso w zależności od dystansu, ale korzystanie z nich wiąże się z wieloma niedogodnościami – kursują na widzimisię, bywają zatłoczone na tyle, by w ogóle się nie zatrzymywać, zwykle przemierzają jedynie wyznaczone trasy itp. Wynajęcie takiego trójkołowca na wyłączność z kierowcą to z kolei koszt od 500-600 peso w górę do tysiąca i więcej dziennie, w zależności od zdolności negocjacyjnych, sezonu, stopnia desperacji szofera i paru innych zmiennych. Zasadniczo nie polecam tego rozwiązania, chyba, że nie ma innego wyjścia. Ceny wynajęcia skutera z automatyczną skrzynią lub motorka w półautomacie wahają się w zależności od miejsca, ale średnio wynoszą 250-300 peso za dobę z możliwością negocjacji przy dłuższym terminie. My nie przekraczamy kwoty 3000 peso miesięcznie, ale to już trzeba poszukać, potargować i być przygotowanym na niechęć i odmowę. Wersja na bogato to zakup własnego pojazdu: ok 65 tysięcy za nowy, 30 tysięcy za trzy-, czteroletni w zależności od stopnia zużycia, przebiegu i stanu ogólnego. Trochę żałuję, że nie kupiliśmy takiej używki na samym początku. Większość sprzętów poruszających się po drogach jest wyposażona w silniki o pojemności 110-125cm3. Mało, ale dają spokojnie radę na większości dróg. Benzyna na stacji kosztuje ok. 55 – 60 peso, ale stacji jest mało. Na przydrożnych straganach benzyna w litrowej butli po Pepsi to ok. 60 – 65 peso. Na dużych wyspach nieco taniej. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że często z postów można wyciągnąć nieco pochopny wniosek, że odnosi się złudne czasem wrażenie, że Filipiny są tanie jak barszcz i koszty, poza biletem lotniczym z Europy, są pomijalne i nieistotne, na tyle, że karkołomnie porównuje się je do wakacji nad Bałtykiem. Gdy ktoś nas już w końcu odwiedzi, czy przyjedzie pod wpływem inspiracji, nie chciałbym usłyszeć zarzutów, że ‘kurna Marych gadałeś, że tak tanio, a się okazuje, że po powrocie będzie trzeba renegocjować hipotekę’. Edit: To jest trochę tak, że ceny wcale nie są niskie, ale rzeczywiście przy zachowaniu dyscypliny wydaje się mniej kasy niż w Polsce, bo nie ma na co (ograniczony asortyment) lub nie ma potrzeby. Zamiast rozbudowanej garderoby, garniturów, koszul, obuwia, tego samego w wersjach zimowych itp. wystarczy kilka koszulek, krótkie spodenki i japonki, zamiast samochodu i wszystkiego co się z nim wiąże (koszty utrzymania, ubezpieczenie, przeglądy, mandaty) jeździsz małolitrażowym motorkiem, który na małej wyspie spokojnie daje radę, kin i teatrów nie ma, a jak ktoś lubi disco to idzie na fiestę zamiast do drogiego klubu. Przykłady można mnożyć, przy czym proszę pamiętać, że cały czas mówimy o prowincji. Nasz budżet rzeczywiście nie jest wysoki, ale przypominam, nie do końca są to wakacje, jesteśmy tu od dłuższego już czasu, znamy kilka osób i do pewnego stopnia lokalne uwarunkowania, wiemy gdzie robić zakupy, najczęściej gotujemy sami (co nota bene polecam, nie tylko ze względu na kasę) i ogólnie lubię myśleć, że jesteśmy pod względem budżetu konkretnie ogarnięci. Uważam to zresztą za duża zaletę nie tylko na okoliczność tego typu wyjazdów. Tematyka kolejnego wpisu z tego cyklu będzie przyziemna. Na zachętę napiszę, że kieliszek tequili w jednej z knajp w Santa Fe kosztuje 150 peso, prawie cztery razy więcej niż w zaprzyjaźnionym barze obok i prawie tyle, co cała butelka w sklepie nieopodal. Czasem kielicha trzeba przecież zrobić, więc i na tym polu jest sporo do ugrania. Zapraszamy. Jepneey w Cebu City Tricykad Bantayan Cottage Amihan Resort, Santa Fe Stragan z benzyną sprzedawaną w butelkach po coca coli The Bruce Resort, San Juan, Siquijor The Sylvia Resort, San Juan, Siquijor czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem. Życie na Filipinach. Azja, Podróże, Gotowanie, Filipiny, Blog. Rozumiem Ta strona korzysta z plików cookies w celu gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu oraz w celach statystycznych. Można wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Przeglądanie stron bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. . 172 56 391 471 144 73 162 155

ile kosztuje dom na filipinach