Film Giacomo Battiato nie jest pierwszym biograficznym filmem o papieżu Janie Pawle II. Wcześniej powstały co najmniej dwa takie utwory - podobnie jak film Battiato na swój sposób wyjątkowe. Pierwszy to "Z dalekiego kraju" Krzysztofa Zanussiego (1981) - film o papieżu z papieżem (Cezary Morawski) na drugim planie, filmowanym z daleka, by jego postać nie zakłócała obrazu "dalekiego kraju", duchowego tła kształtującego jego osobowość. Film drugi, "Papież Jan Paweł II" Herberta Wise'a (1984) z Albertem Finneyem, to dwuipółgodzinne widowisko telewizyjne adresowane do widza amerykańskiego: tu liczy się przede wszystkim sama postać, jej osobowość tak odbiegająca od stereotypów, że i sam film odbiega od stereotypu kościelnego hierarchy na ekranie. Jednak wyjątkowość "Karola" jest szczególna. Jego realizację podjęto u schyłku pontyfikatu Jana Pawła II, celem nie było więc przedstawienie osoby, ale podsumowanie dorobku. Los sprawił, że premiera filmu odbyła się już po śmierci papieża, toteż podsumowanie to stało się nie tylko gorące, ale i nadzwyczaj oczekiwane. Towarzyszące pierwszym publicznym pokazom okoliczności sprawiły, że film odebrano niezwykle emocjonalnie, czego dowodzą publikowane w polskich mediach relacje. Po kilku tygodniach jednak emocje opadają, a spojrzenie na film się racjonalizuje. Od początku należy podkreślić, że film o młodym Karolu Wojtyle nie powstawał z myślą o widzu polskim. Został zrealizowany przez włoski koncern medialny jako serial adresowany do tamtejszej publiczności i skrojony pod gust przeciętnego odbiorcy komercyjnej stacji telewizyjnej. Deklarowany przez twórców cel nie odbiega od założeń Krzysztofa Zanussiego sprzed 25 lat: "Karol" miał ukazać postać przyszłego papieża w szerokim kontekście kulturowym, zawierającym się z jednej strony w dziedzictwie kultury polskiej, w jakim go wychowano, z drugiej zaś - w bagażu doświadczeń, jakie stały się jego udziałem. Bohater filmu Battiato przechodzi więc piekło polskiego września 1939 roku i okupacji hitlerowskiej, ociera się o zbrojny ruch oporu, angażuje się w walkę o zachowanie narodowego dziedzictwa. Wojenne losy Wojtyły ukazane zostają w kontekście Holocaustu, martyrologii narodu polskiego i osobistych tragedii, jakich doświadcza. W chwili wyzwolenia Krakowa - a raczej, co twórcy filmu dobitnie podkreślają, zmiany okupanta - bohater jest już klerykiem, wkrótce przyjmie święcenia kapłańskie, by stawić czoło nowemu wrogowi: komunizmowi. Kolejnym starciom z funkcjonariuszem bezpieki towarzyszą informacje o kościelnej karierze Karola Wojtyły, jak i o politycznych zawirowaniach w dziejach PRL-u - od aresztowania prymasa Wyszyńskiego poprzez poznański Czerwiec '56 po Grudzień '70. Wreszcie następuje moment najważniejszy - wybór na papieża i wypowiedziane 16 października 1978 roku słowa: "Przybywam do Was z dalekiego kraju". Jakkolwiek celem filmu "Karol - człowiek, który został papieżem" jest ukazanie kontekstu, w jakim formowała się niezwykła osobowość przyszłego papieża, widz polski powinien oddzielić warstwę ideową utworu od obrazu Polski i polskiej historii, jaki nakreślił Giacomo Battiato. Poszczególne sekwencje filmu ukazują niezwykłość przyszłego papieża w rozmaitych sytuacjach, przedstawiają go jako człowieka o niezwykłej charyzmie, ale i wrażliwości na ludzką krzywdę. Jego wybór między kapłaństwem a życiem świeckim, karierą artystyczną, wydaje się wręcz naturalny i budzi szacunek. Podobnie jak jego zdolność błyskawicznej oceny sytuacji i znajdowania z niej wyjścia. Jego słowa zawsze są najwłaściwsze: to młodego Wojtyłę cytuje doświadczony wychowawca młodzieży, gdy nawołuje do stawienia oporu hitlerowskiemu najeźdźcy, z kolei arcybiskup Wojtyła uzasadnia potrzebę ogłoszenia słynnego listu polskich biskupów do biskupów niemieckich. A przy tym wszystkim bohater filmu pozostaje jednym z nas - zwykłych ludzi, stających przed życiowymi radościami i rozterkami. A także - co jest istotną zaletą dzieła Giacomo Battiato - pozostaje Polakiem, świadomym doświadczeń swego narodu. Postać Karola Wojtyły w tym filmie szybko zjednuje sobie widza. To człowiek z krwi i kości, łatwo nawiązujący kontakt z innymi, kochający i kochany, analizujący swoje doświadczenia i szukający odpowiedzi na nurtujące go pytania. Jego życie układa się w taki sposób, że bez trudu odnajdzie się w nim punkty, które odcisną się na jego późniejszej działalności - jako kapłana, ale i jako papieża. Twórcom filmu nie udało się uniknąć elementów hagiograficznych, niemniej Piotr Adamczyk, grający Karola Wojtyłę, wywiązał się ze swego zadania brawurowo. Począwszy od gestów aż po intonację głosu jest naturalny i przekonujący: nawet wówczas, gdy scenariusz - za sprawą już to zbytniego skrótu, już to nadużycia licentia poetica przez autora - traci na prawdopodobieństwie. Właśnie te nadużycia licentia poetica mogą budzić najwięcej zastrzeżeń polskiego widza. I nie chodzi tu o nieścisłości historyczne (wątpliwe, by Karol Wojtyła był naocznym świadkiem aresztowania profesorów UJ, wątpliwe też, by generalny gubernator Hans Frank z góry zapowiedział aresztowanym, jaki będzie ich los), ale o sposób patrzenia na polską historię. Choćby postawienie znaku równości między okresem okupacji hitlerowskiej i czasem PRL-u. Film dzieli się na dwie części, ale akurat w tej kwestii cześć druga jest lustrzanym odbiciem pierwszej. Generalnego gubernatora Hansa Franka, szalonego pajaca (czy rzeczywiście?), który znęca się nad polskim księdzem, zastępuje równie niebezpieczny ubek Julian Kordek, który uwziął się na polski Kościół i samego Wojtyłę. Odnosi się wrażenie, że obraz polskiej historii nie jest wynikiem przemyślanej analizy, ale filmów, jakie obejrzeli twórcy "Karola" i jego potencjalni widzowie. Abstrahując od tego, że demonicznego Kordka (jak udało mu się zachować stanowisko przez co najmniej 25 lat?) gra Hristo Shopov - Piłat z "Pasji" Mela Gibsona (sic!), w filmie, kładącym spory nacisk na kwestię Holocaustu, odnaleźć można cytaty z "Listy Schindlera" i "Pianisty". Podobnie obraz polskiej milicji, rozpędzającej demonstrację w 1964 roku w stalowych hełmach i z plastikowymi tarczami, nazbyt przypomina "Człowieka z żelaza" niż choćby kadry z kroniki filmowej. Zresztą, sama budowa filmu nie kryje swej serialowej proweniencji: osoby historyczne pojawiają się wśród postaci fikcyjnych, komedia towarzyszy melodramatowi, anegdota zaś zyskuje większe znaczenie niż fakty. Producent filmu, Pietro Velsecchi, wyznaje w materiałach informacyjnych: "Kiedy wyznałem Janowi Pawłowi II, że myślę o zrobieniu filmu (...), spojrzał na mnie przenikliwie - ironicznie zarazem i surowo - jakby chciał powiedzieć: "W porządku... tylko zrób to dobrze..."". Widać Valsecchio nie znał anegdoty o Janie Styce, który na pytanie, jak ma malować Boga, usłyszał ponoć: "Nie maluj mnie na kolanach, maluj mnie dobrze..." "Karol - człowiek, który został papieżem" Giacomo Battiato jest filmem zrealizowanym w określonej konwencji, adresowanym do określonego widza i realizującym określone założenia. Jest wydarzeniem - bardziej społecznym niż artystycznym. Inna sprawa, czy doczekamy się filmu, który potrafiłby nakreślić fenomen postaci Jana Pawła II w sposób łączący walory duchowe, intelektualne i artystyczne? Ocena Historii i jej najwybitniejszych nawet animatorów wymaga dystansu i twórczego geniuszu. Jeśli więc taki film powstanie, to nieprędko.